Cały czas pracuje, i rehabilituje się tzn. Ola mnie rehabilituje, a ja jestem grzeczny i posłuszny.
Dzisiaj Ola powiedziała mi, że była u mnie po raz 21. Skąd ona to wie? Otóż prowadzi dziennik mojej rehabilitacji. Czy to dużo czy mało? Nie wiem, mnie się wydaje że to trwa, trwa i trwa, a głowę bym sobie uciął, że tych spotkań było więcej.
Jeśli chodzi o moje postępy w rehabilitacji to one są. Potrafię postawić trzy kroki bez trzymania się. Można się zastanawiać, co to trzy kroki. Sam bym się nad tym zastanawiał gdybym był zdrowy. Kiedyś chodzenie było tak naturalne jak oddychanie, a dzisiaj muszę się cieszyć z trzech kroków. Sam fakt, że zaczynam podnosić nogi do góry jest również wielkim sukcesem. Do chodzenia jeszcze daleka droga ale Ola wierzy we mnie i powtarza mi, że cuda się zdarzają.
Kiedyś pisałem, że jestem jak niewierny Tomasz. No to jestem teraz świadkiem takiego cudu. Jeśli ktoś potrzebuje porównania tego cudu, to myślę, iż mógłbym go przyrównać do tego, że zacząłbym teraz chodzić! Obie rzeczy wydawać by się mogły wręcz niemożliwe, a jednak jeden cud się zdarzył:)
W niedzielę idziemy razem z Olą się pomodlić i podziękować za pierwszy cud. Dobrze, że śniegi trochę odpuściły i zrobiło się cieplej w Krakowie. Po mszy idziemy na kolacje. Spędzimy trochę czasu przy dobrym jedzeniu, a ja w miłym i pięknym towarzystwie Oli. To taka odmiana od naszej codziennej - dresowej codzienności.
Wybaczcie, ostatnio jakoś jestem rzadko na blogu ale… o tym napiszę kiedy indziej:) Będę się starał powrócić do regularnego pisania codziennie.
SUPER Stary.Zaproś jeszcze Olę do teatru,nie powinna Ci odmówić,jak nie dziś to następnym razem.REWELKA
OdpowiedzUsuńNo tak,jak rehabilitantka piękna to i cuda się zdarzają.Oj coś czuję,że Ola szybciej postawi Cię na nogi niż jakikolwiek lek...Pozdrawiam serdecznie.Monika
OdpowiedzUsuń