Nie wiem, chyba nie będzie mi dane dotrzeć na basen w tym miesiącu. To już robi się żałosne i smutne ale od początku.
Wczoraj mimo raczej jesiennej pogody zdecydowałem się na wyjście z domu. Najpierw miałem zamiar odwiedzić Mirka, który jest pochowany na cmentarzu Batowickim. Zmarł w 2007 roku w wypadku samochodowym zostawiając żonę i małą córeczkę. Mirek był kolegą z dzieciństwa. Mimo, że później nasze drogi się rozeszły to na jego pogrzebie płakałem jak bóbr.
Do Mirka nie dotarłem bo znów zaczął padać deszcz. Nie chciałem utknąć na cmentarzu w deszczu. Zresztą do niego nie jest tak łatwo trafić bo cmentarz jest gigantyczny, a na skrzyżowaniach są kanały na deszczówkę które nie zawsze można pokonać na wózku elektrycznym. Muszę uważać aby się nie zawiesić w wózku na tych kanałach. Trzeba szukać bardziej przejezdnej drogi, a to powoduje, że zanim trafie na grób Mirka to kilka razy pobłądzę.
Skoro pada deszcz to pomyślałem, że wsiadam do autobusu i jadę do galerii. Tam przeczekam deszcz a jak przestanie padać to wyruszę w dalszą drogę. Niestety ale pogoda nie chciała dać za wygraną. Jedna kawa, piwo, jedzenie, czas leci, a deszcz nie przestaje padać. Nie lubię chodzić do galerii. Posiedziałem tam około 3 godzin i byłem niesamowicie zmęczony tym gwarem. Jak wracałem do domu to pogoda była lepsza ale na pływanie nie miałem już ochoty
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie miło gdy się przedstawisz:-)