niedziela, 24 października 2021

Daje radę:-)

Działam i ćwiczę regularnie. Jestem w dobrej formie fizycznej, a pisze to człowiek, który ma całkowity niedowład obu nóg, lewej ręki i siedzi na elektrycznym wózku inwalidzkim. Co mam na myśli pisząc, że jestem w dobrym stanie fizycznym? Otóż chodzi o to, że doceniam fakt, że jeszcze został mi jakiś fragment samodzielności. Wciąż mogę umyć się sam, zjeść, ogarnąć telefon, laptopa, podetrzeć sobie tyłek itp. Małe rzeczy, a cieszą:-) Gdy byłem na początku choroby, to widziałem się jako niepełnosprawny poruszający się na ręcznym wózku inwalidzkim. Wtedy była to dla mnie tragedia, a dziś bardzo bym chciał korzystać z ręcznego wózka, mieć sprawne tylko ręce, móc się samodzielnie przesiadać z wózka na łóżko lub z wózka na kibelek. Zadziwiające jest jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia:-) Psychicznie też mi się dobrze funkcjonuje. Wyrzygałem z siebie, to co mi siedziało na wątrobie i od razu lepiej. Poprawa samopoczucia to moja zasługa, bo nie liczyłem na to, że telefony się rozdzwonią i nie zawiodłem się:-)
 Od ostatniego wpisu dalej prowadzę się grzecznie. Przy ładnej pogodzie wychodziłem z domu na zewnątrz. Jechałem na lody, na jedzenie albo gdzieś przycupnąłem i czytałem internet lub słuchałem muzyki albo to i to. Robiłem też zakupy do domu. Kto by pomyślał, że taka proza życia jak zakupy może sprawiać przyjemność. To chyba chodzi o to, by czuć się samodzielnym, czyli w jakimś stopniu normalnym.

Zazwyczaj bywam w okolicach zamieszkania. Moim łańcuchem jest pojemność pęcherza i czas jaki potrzebuje na dojazd do domu w związku z potrzebą. Jak dobrze wycyrkluję to czasami uda się wyrwać dalej i połączyć to z pożytecznym celem. Tak też było 23 września. W tym dniu odbyło się Walne Zebranie Członków krakowskiego oddziału PTSR w celu zatwierdzenia sprawozdania finansowego i merytorycznego za 2020 rok. Godzinę przed zrobiłem siku, pogoda była ok, cel słuszny, timing idealny więc w drogę:-)

Przywiózł mnie autobus miejski. Całe to „walne” z nazwy to może sugerować, że to spotkanie ważniaków, ale nic z tego. Fakt, spotkanie było ważne, ale ludzie normalni. Spotkanie odbyło się w Centrum Obywatelskim w budynku stadionu miejskiego im. Henryka Reymana czyli na stadionie Wisły Kraków. Było nas mało, tylko 15 osób. Fakt, nie było to spotkanie towarzyskie, ale i tak było mało ludzi, zwłaszcza że to dotyczy nas, chorych na SM, członków PTSR, beneficjentów różnych programów – to było dziwne. Po godzinie było już po sprawie.

Wyszedłem ze spotkania, ze stadionu i praktycznie od razu byłem na krakowskich błoniach i nagle poczułem się źle. Kiedyś bywałem w tym miejscu ze dwa razy w tygodniu. Wtedy jeździłem na basen albo wracałem z basenu po rehabilitacji. Kiedy chciałem to mogłem iść na rynek, na kawę, na obiad, który mogłem zjeść jak człowiek nożem i widelcem. Gdy wracałem do domu to byłem blisko teatru im. Juliusza Słowackiego. Jego okolice są mi bliskie sercu. Mam bardzo miłe skojarzenia z tym miejscem i nie chodzi o teatr i sztukę. Gdy tak jadę przez moje miasto, to wracają wspomnienia, żal i złość, ile mi choroba zabrała. Te wszystkie fajne chwile opisywałem na tym blogu. Rzadko wychodzę z domu. Takie wyjście powinno być fajne, ale nie jest. Potem wracam do domu, a za jakiś czas to opisuję i czuję się jakbym się dwa razy torturował.

Nie lubię tego robić, a gdy wracam myślami to jest tak smutno jak teraz. Pewnie dlatego piszę mniej, lecz jest też i dobra wiadomość. Na co dzień jestem wesoły, pogodny, wygadany o szerokich horyzontach zainteresowań. Jestem ciekaw świata, życia. Choroba zawładnęła już moim ciałem, ale wciąż nie ma mojego umysłu ani duszy.

Ćwiczę i rehabilituję się. Przykładam się do tego co robię. Podczas ćwiczeń rozmawiam o wszystkim z rehabilitantem, ale najmniej o chorobie. Nie narzekam, nie jęczę, że mnie boli, że jest mi źle. W ten sposób jest jakaś miła atmosfera, fajna rozmowa. Staram się by była to rozmowa interesująca dla obu stron. Od wielu rehabilitantów wiem, że lubią przychodzić do mnie na rehabilitacje (autopromocja:-)), bo mogą się oderwać i odpocząć od ciągłego narzekania swoich pacjentów. Oni wam tego nie powiedzą, bo fizjoterapeuci rozumieją problemy swoich pacjentów, ale chcą też, by i oni też zrozumieli ich, że nie da się przez cały tydzień, dzień w dzień, przez 8 – 10 godzin słuchać narzekania.

Radzę sobie psychicznie, bo nie myślę o chorobie na co dzień. Oglądam filmy, seriale, interesuję się polityką, przyrodą, techniką. Gdzie się ruszę to znajdę coś dla siebie i przez to dzień za dniem mi mija. Teraz jeszcze mam audiobooka z książką do wysłuchania i zaczyna mi brakować czasu.

Ciężki mam żywot swój, oj ciężki:-)




1 komentarz:

  1. Uważam, że w przypadku zdrowia warto korzystać z usług specjalistów, aby osiągnąć jak najlepsze rezultaty. Jeżeli szukacie sprawdzonych usług z zakresu ortopedii oraz rehabilitacji, to zdecydowanie polecam Wam sprawdzić stronę http://ortopedia.org.pl/ .

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło gdy się przedstawisz:-)