Niedziela zaczęła się od niespodzianki. Wydawało się, że to będzie kolejny leniwy i nudny dzień aż tu nagle słyszę telefon. Patrzę i widzę, że dzwoni moja rehabilitantka – moja Ola z pytaniem czy może przyjść dzisiaj do mnie i popracować ze mną. Plan był taki, że Ola miała mnie odwiedzić dopiero w poniedziałek, a tu taka miła niespodzianka. I wiecie co zrobiłem…? Zgodziłem się:).
Ola była trochę smutna bo powiedziałem jej w sobotę jaka mnie wczoraj spastyka złapała na basenie. Wzięła to do siebie personalnie, że to jej wina albo że coś źle robi i dlatego mnie tak usztywniło na basenie. Musiałem jej wytłumaczyć, iż to nie jest jej wina i że to wina SM, a spastykę jest bardzo ciężko kontrolować. Prócz tego pierwszy raz od bardzo dawna byłem na basenie i sam się też denerwowałem jak sobie poradzę z wózkiem. To też mogło zwiększyć moje napięcie mięśniowe. Udało mi się to wytłumaczyć. Ola jest bardzo ambitna i walczy o moje zdrowie jak lwica.
W związku z tą informacją o mojej spastyce wymyśliła mi nowe ćwiczenia. Jedno mi się szczególnie spodobało tzn. chodzenie na czworakach. To fajne ćwiczenie bo muszę nogi ostro podciągać i nieźle pracuje przy tym moja miednica:).
W sumie to Ola była u mnie… ładnych parę godzin, chodź nie wszystkie godziny byłem rehabilitowany. To była bardzo miła niedziela – dużo endorfin.
Teraz wybaczcie ale muszę iść odrobić jeszcze zadanie domowe czyli poćwiczyć. Mam do przejechania 1500 m, pochodzić na czworakach i ponaciągać się:).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie miło gdy się przedstawisz:-)