Wtorek się rozpoczął od informacji że dzisiaj nie bardzo będę mógł poćwiczyć ponieważ w pracy jest urwanie głowy i muszę poodbierać telefony od klientów. W takich warunkach kiedy telefon albo dzwoni co chwilę albo może zadzwonić za chwilę to rehabilitacja nie ma sensu. Dopiero na 14 godzinę miałem jeszcze zaplanowany lokomat.
Czułem, że będzie źle ale nie myślałem, że aż tak. Na lokomacie nogi mi się co chwilę zacinały. Maszyna startowała, jeden, dwa kroki i się wyłączała ponieważ taką dużą miałem spastykę. Nawet jak przyjechałem do Dąbka i pierwszy raz zapieli mnie do lokomatu to po 10 minutach nogi zaczęły współpracować, a dzisiaj nic! To był dramat, dramat, dramat.
Czasami się zastanawiam czy nie podrażniłem swojego Sado – Maso:). Nie wiem co robić. Wczoraj grzecznie odpoczywałem. W poprzednie dni również nie przesadzałem z niczym. Zawsze jest tak, że mi mówili: za mało ćwiczysz, za dużo ćwiczysz i się przemęczyłeś, źle dobrane ćwiczenia, do dupy rehabilitant, a wiecie co ja myślę? To mój k….ski SM jest taki i to tylko i wyłącznie jego wina, a nie ludzi i ćwiczeń. Czasami się zastanawiam po co to wszystko robię? Są dni, że najchętniej bym tym wszystkim pieprznął i wyszedł tylko gdzie skoro wszędzie zabiorę to gówno ze sobą? W takich chwilach myślę sobie, że tylko traciłem czas swój i rehabilitantów. Oni wszyscy zrobili kawał dobrej nikomu nie potrzebnej roboty! Ale dzisiaj dołuję:( ale nie mam w tej chwili ani jednego powodu do radości. Ta bezsilność też jest dobijająca:(
Wiadomo, że jeszcze jestem tu 11 dni i wszystko się może zmienić i zdarzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie miło gdy się przedstawisz:-)