Dzisiaj dzień był nudny. Rano rehabilitacja – nuda.
Potem przyszła pani z MOPSu w celu dopełnienia formalności w sprawie ponownego skierowania do Dąbka. Posiedziała ze mną ze 45 minut. Trochę pogadaliśmy. Pocieszające jest to, że mi powiedziała iż widzi u mnie że jakoś sobie radzę i jestem pogodny. Pewnie na tle innych jej podopiecznych, którzy tylko narzekają to ja byłem wyjątkowy. Powiedziałem by jeszcze nie chwaliła dnia przed zachodem bo wszystko się może zdarzyć i za jakiś czas to i ja mogę być takim dołującym klientem MOPSu. Miejmy nadzieję, że to nigdy nie nastąpi. W każdym bądź razie dokumenty do Dąbka zostały wypełnione i mam dzwonić w czwartek aby się upewnić czy papiery poszły już do Warszawy.
O 17 przyszła Ola. Ta rehabilitacja nie jest nudna. Zawsze się coś dzieje i jest wesoło. Do szału mnie doprowadzają ćwiczenia w których mam w pozycji leżącej na plecach przyciągać nogę do siebie. Idzie mi to jak krew z nosa. Staram się jak mogę, wyciskam siódme poty, skupiam się i prędzej narobię w gacie niż zacznę tą nogę podnosić. Ola musi się namęczyć ze mną bo nie dość, że musi moje mięśnie w nogach ponaciągać to jeszcze musi stymulować mi stopę aby ten ruch był prawidłowy czyli zaczynał się od zgięcia stopy, a potem mam ciągnąć nogę do siebie. Ola mówi coś, że później jak się wzmocnię to będziemy ćwiczyć chodzenie. Oby jej słowa były prorocze. A może nie potrzebnie się tak napalam na efekty bo przecież to dopiero pierwszy tydzień odkąd na nowo ćwiczę z Olą.
Jutro od rana zaczynam nudniejszą wersję rehabilitacji, a wieczorem mam zamiar iść na basen. Jeszcze nie wiem do końca ale być może przed basenem wybiorę się na powiedzmy „spacer". Zobaczymy, zastanowię się jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie miło gdy się przedstawisz:-)