Stwardnienie rozsiane - diagnoza której nie życzę nikomu. Chciałbym pokazać, że ta diagnoza nie oznacza iż życie się kończy. Pragnę pokazać innym, że to życie wciąż jest, chodź może trochę inne, może trudniejsze ale to nie koniec. Czy jestem czasami załamany? Często, ale potem się podnoszę i maszeruje dalej z podniesionym czołem i z uśmiechem na twarzy.
Jeśli chodź trochę ten blog będzie pomocny dla Was chorych oraz dla Waszych rodzin to będę szczęśliwy. To właśnie jedna z tych rzeczy która dodaje mi sił.
Wojciech Mrugalski
wtorek, 20 grudnia 2022
Trzymam się dobrze
poniedziałek, 5 grudnia 2022
Wciąż jestem, nie poddaje się
sobota, 3 września 2022
Jestem zacewnikowany
niedziela, 14 sierpnia 2022
Nic nie muszę :-)
Już jest połowa sierpnia. Jak pisałem w poprzednim wpisie mam pracę zdalną na pełen etat. Pracuję w elastycznym harmonogramie godzin pracy i dzięki temu mogę tak je ustawić, żebym mógł korzystać z rehabilitacji. Po prostu w ciągu dnia pracy mam dwugodzinną przerwę, w czasie której przychodzi rehabilitant i jeszcze starczy trochę wolnego czasu na odpoczynek, a potem wracam do pracy. Pracę kończę o godzinie siedemnastej lub osiemnastej. To zależy od dnia.
Prawda jest taka, że od czerwca nie byłem nigdzie na zewnątrz na świeżym powietrzu tak dla przyjemności. Byłem raz w galerii, a innym razem u fryzjera i to tyle. Dawniej nie często, ale zdarzało mi się, że wyszedłem na pole (małopolska :-) i zrobiłem jakieś zakupy albo posiedziałem na wózku na świeżym powietrzu. Teraz nie mam na to ani siły, ani czasu, ani możliwości.
Miałem ostatnio zapalenie pęcherza i było na ostro. Zapalenie zostało wyleczone, ale wciąż czekam na badanie urologiczne pęcherza moczowego, które ma stwierdzić co było przyczyną. Nie będę opisywać tu szczegółów, ale wiem, że mój ostatni epizod z pęcherzem był na własne życzenie, bo się odwodniłem. Mało piłem, by nie sikać często. Teraz piję znacznie więcej, ale przez to częściej sikam, a to bardzo skraca możliwości wyjścia gdziekolwiek. Jak już robię taki medyczny wpis to powiem, że od jakiegoś czasu pogarsza mi się sprawność prawej ręki, tej ostatniej. Nie mogę jej już wyprostować w łokciu. Rehabilituję ją, rozciągam, ale zaczyna się z nią robić to co z lewą, która w tej chwili tylko leży zgięta na kolanach i do niczego się nie nadaje.
Nie mam też jak oglądać filmów, seriali albo śledzić wydarzeń politycznych w takim stopniu jak dotychczas. Po prostu, gdy kończę pracę to jestem tak zmęczony, że nie mam już sił. Bolą mnie plecy i pośladki. Często się zdarza tak, że koło godziny 21 jestem już w łóżku. Nie idę spać, ale trochę się wyłączam. Dawniej na ludzi, którzy wchodzą tak wcześnie do łóżka to mówiłem, że oni idą spać z kurami :-)
Od czerwca moje dni wyglądają tak samo tzn. praca, rehabilitacja, dogorywanie po pracy i spanie. Wszystko co napisałem to brzmi tak ciężko, ale jestem w dobrej formie psychicznej. Fizycznie też jest ok. Przez te wszystkie lata nauczyłem się mieć wyjebane na wszystko. Skoro nie mam za bardzo wpływu na otaczającą mnie rzeczywistość to się nie będę tym przejmował.
Dziś jest sobota, a ja jestem w domu. Mama pojechała na działkę a ja jestem w domu sam z kotem i delektuję się tym, że nic nie muszę.
niedziela, 12 czerwca 2022
Nie udało się
Znowu dawno mnie tu nie było. Od początku roku mam zamieszanie. Zamknąłem firmę, którą prowadziłem od 20 lat ze wspólnikiem. Nie da się ukryć, że to, że firma tak długo działała pomimo mojej niepełnosprawności jest tylko i wyłącznie jego zasługą. Dzięki wielkie.
Jest mi smutno, bo wiele rzeczy się kończy w moim życiu, ale jest też coś nowego, a mianowicie od czerwca zacząłem nową pracę. Na razie na trzy miesiące, bo to okres próbny. To jest praca zdalna, przy laptopie. Faktem jest to, że po pracy jestem padnięty. Mam elastyczny czas pracy, a przez to mogą korzystać z rehabilitacji. To jest najważniejsze.
Ostatnio nabawiłem się takiego zgrubienia na pośladku. To ponoć jest preludium do odleżyny. Stosowałem różne preparaty, ale najlepszy, póki co jest aloes. Ten prawdziwy, wyciskany z liścia. Zasypiam z nasączonym kompresem na tyłku i rano dzieje się magia. Po dwóch dniach jak siedzę to nic mi nie doskwiera, a skóra robi się taka gładka, miękka. Jeszcze parę dni stosowania i będę znów miał dupcie niemowlęcia.
Ostatnio byłem na spotkaniu w fundacji, bo była prezentacja cewników i szkolenie jak je używać i jak się samo cewnikować. Wydaje się to bardzo proste za pomocą tych cewników. Mnie to samo cewnikowanie nie dotyczy, bo do tego trzeba mieć sprawne dwie dłonie, ale bardzo ciekawa prezentacja. Wiedziałem, że w SM zapalenie pęcherza jest bardzo częste, ale nie myślałem, że aż tak częste. Ja przez te wszystkie lata choroby to może miałem dwa razy zapalenie pęcherza. Ostatni raz to w maju tego roku. Dostałem antybiotyk na pięć dni, a po dwóch dniach brania antybiotyku funkcjonowałem normalnie. Skończyłem pięcio dniowy cykl antybiotykowy i problem zniknął. Oby tak dalej.
Chciałem podziękować wszystkim, którzy zechcieli mnie wesprzeć i przekazać swój procent na moje subkonto. W dzisiejszych czasach każda złotówka się liczy. Nie miałem okazji zrobić tego wcześniej bo...
Bujałem się z chorobą kota, ale niestety musiałem go uśpić w piątek 10 czerwca 2022 roku. Przyszedł weterynarz po godzinie 18 do mnie do mieszkania. Milko jak zobaczył kogoś nowego to uciekał, ale zawsze po chwili przychodził. Taki słabiutki, wycieńczony ale wciąż był zainteresowany tym co się dzieje. Tym razem myśmy go zawołali i przyszedł do nas. Zaufał nam, a myśmy pozwolili by weterynarz zrobił pierwszy zastrzyk i rozpoczął procedurę usypiania. Milko po podaniu zastrzyku łaził jeszcze z siedem minut. Poszedł się nawet przywitać z weterynarzem i dał mu się pogłaskać, a potem położył się na dywanie i zasnął. Po kolejnych pięciu minutach weterynarz podał mocniejszą narkozę dożylnie i Milko odszedł. Minęły dwa dni, a ja wciąż mam wyrzuty sumienia, że nadużyłem jego zaufania. Wiem, że to jest nienormalne, bo to tylko kot, ale to cały czas siedzi we mnie. Budzę się rano w sobotę i odruchowo patrzę na łóżko i na wózek, bo tam zawsze on spał ze mną w pokoju, ale tym razem jego już nie ma. Jak mnie mama wyciągała z łóżka to się kręcił koło nas, był blisko, a tym razem cisza.
W sobotę mama pojechała z bratem zakopać Milko na naszej działce, bo tam są wszystkie nasze zwierzęta, a ja zostałem sam w domu z drugim kotem Hopkiem. W takie dni, gdy Milko żył przez ostatnie dwa tygodnie to on cały czas łaził po mieszkaniu. Albo szedł do miski, albo do kuwety, albo do spania na 20-30 lub znowu do miski z wodą. W kuwecie zostawiał taki smród za sobą, że można było uciekać z domu. Co dwa dni dawaliśmy mu podskórną kroplówkę. Dwa dni przed eutanazją dostał takiej biegunki i wymiotów u mnie w pokoju w nocy, że razem z mamą całą noc mieliśmy wyjętą z życia. Wiem, że zrobiłem dobrze, że to był ten czas. Wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy na weterynarzy, kroplówki, ekstra jedzenie. Nawet eutanazja kota u nas w domu była nastawiona na jego komfort, żeby się nie denerwował. Niczego nie żałuję. Uśpienie starego, chorego kota to był mój ostatni ludzki akt miłości dla niego, ale i tak tęsknie.
Jest niedziela, robię ten wpis. Mama na działce, a ja z Hopkiem w domu i cisza. Nikt nie łazi. Kiedyś było męczące napięcie w związku z obserwacją chodzącego kota, a teraz napięcie wzbudza spokój, który mnie bardzo męczy. Milka miałem od 2009 roku. Znałem go od urodzenia. Zabrałem go z podwórka kamienicy, w której miałem biuro. Na zawsze zostanie w mojej pamięci.Nie spodziewałem, że tak bardzo.
![]() |
Zdjęcie zrobione o godzinie 03:51 gdy już było wiadomo, że dziś jest jego ostatni dzień |
sobota, 12 lutego 2022
Zyjemy!
Żyję! Mam regularną rehabilitację. Ćwiczę i nie opieprzam się. Szanuję pracę i czas rehabilitanta, szanuję też swój czas. Nie chcę któregoś dnia, tego ostatniego, żałować, że mogłem swój stan zdrowia i życia poprawić i nie zrobiłem nic, a na mojej stypie mówili, że umarł młodo. Mógł jeszcze żyć ale nic w tym kierunku nie robił. Nie będę przysłowiowym indykiem, który myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli. Walczę o siebie ale przesadzać też nie będę.
Ostatnio zrobiło się cieplej w Krakowie więc wyszedłem ze swojej gawry na zewnątrz. Było aż 12oC i w miarę sucho. Plan był taki, że pojadę do lekarza, by odebrać skierowanie, potem do fryzjera i zrobię jakieś zakupy do domu. Do lekarza nie dojechałem, bo mam remont drogi na Warszawę. Chodniki są wzdłuż, ale budowlańcy tak zadbali o wózkowiczów takich jak ja, że wszystkie łagodne podjazdy na krawężniki zniknęły, a zostały tylko te wysokie, których nie pokonam. Przez chwilę pomyślałem, by jechać asfaltem jakieś 200 metrów i ominąć newralgiczny teren, ale jednak nie chciałem trafić na youtube lub do TV, jako wózkowicz w drodze do lub na Warszawę:-)
Zrobiłem odwrót i do fryzjera. Nie było mnie u niego ze trzy
miesiące, a tam podczas strzyżenia z barana zrobili ze mnie człowieka.
Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie… :-)
Po fryzjerze na zakupy do
sklepu. Nie chodzi o to, że coś mi było niezbędne, że głodowałem. Pojechałem na
zakupy z tęsknoty za normalnością, za normalnym życiem. Podczas pakowania
rzeczy do plecaka, który zawsze wisi na oparciu wózka, pani ze sklepu była zdziwiona
co się dzieje z tym plecakiem? Nie widziałem tego ale szybko się zorientowałem,
że pewnie pyta o włosy. Muszę następnym razem zwrócić bardziej na to uwagę u
fryzjera.
Na co dzień prócz ćwiczeń to oglądam filmy, seriale, a ostatnio stałem się fanem youtube. Tam jest tyle wiedzy na różne tematy takie jak podróże, odkrycia, technika, przyroda, sport, medycyna. Mam na myśli prawdziwą wiedzę na różne tematy. Śledzę uważnie politykę. Brakuje mi czasu na wszystko.
Żyje! Kotek żyje i ja też żyję jak widać:-) To już staruszek. Jest chudziutki, je jak wariat, sra tak samo ale nie wygląda by cierpiał póki co. O kocie piszę dla niezdecydowanych, bo co się może stać mnie od ciągłego siedzenia na wózku? Płaskodupie? Gdy kot będzie cierpiał, to podejmę odpowiednie kroki by skrócić jego cierpienie. Najlepsze jest to, że on przeciera mi szlaki w całej rozciągłości, ale póki co ja tylko jem, wciąż jestem młody i nie sram:-)
Jak widać fizycznie jest ze mną dobrze, z głową jeszcze lepiej więc żyję z dnia na dzień:-)sobota, 29 stycznia 2022
Nie pisałem ostatnio...
Dziś jest ponad miesiąc od problemów z kotem, który żyje, ale rokowań nie ma dobrych. Diagnoza to zapalenie jelit, trzustki i wątroby, czyli Triaditis. Każdy dzień to obserwowanie czy kot ma apetyt, czy je, czy nie chudnie, czy nie cierpi i dawanie co 2-3 dni kroplówki podskórnej. To są zalecenia od weterynarza. Póki kot je to ma czas, ale time is ticking.