Stwardnienie rozsiane - diagnoza której nie życzę nikomu. Chciałbym pokazać, że ta diagnoza nie oznacza iż życie się kończy. Pragnę pokazać innym, że to życie wciąż jest, chodź może trochę inne, może trudniejsze ale to nie koniec. Czy jestem czasami załamany? Często, ale potem się podnoszę i maszeruje dalej z podniesionym czołem i z uśmiechem na twarzy.

Jeśli chodź trochę ten blog będzie pomocny dla Was chorych oraz dla Waszych rodzin to będę szczęśliwy. To właśnie jedna z tych rzeczy która dodaje mi sił.

Wojciech Mrugalski

poniedziałek, 26 września 2011

Zamiatanie + odkurzanie + mycie podłogi = sprzątaczka:)

Rano spodziewałem się Oli koło 9.30. Sam wstałem po godzinie 7. Umyłem się, ubrałem i myślę, że skoro jest tyle czasu do przyjścia Oli to pościeram kurze. Zabieram się za ścieranie kurzy koło telewizora. W rogu stoi wielki kaktus, taki metrowy. Chciałem go przesunąć aby dokładniej zebrać kurze z komody na której stał. Przesunąłem go i ja trochę straciłem równowagę i kwiatek. Cały ten kaktus mi się przewrócił razem z doniczką i spadł na ziemie. Syf niemiłosierny. Pełno ziemi no i ja poruszający się i udeptujący swoimi nogami klepisko na panelach – dramat! Musiałem najpierw iść po miotłę. Ziemie zamiatałem, a w zasadzie przemiotłem ze swojego pokoju do kuchni. Nie miałbym siły zamieść tej ziemi jakoś tak po bożemu. Zamiatanie nie oczyściło mojego pokoju tak jak bym sobie życzył. No to zacząłem zbierać to co zostało odkurzaczem. Ledwie żywy ale odkurzyłem. Gdy już taki dumny z siebie, że jakoś ten pokój wygląda i popatrzyłem na podłogę z innego ujęcia to mi się zachciało płakać. Podłoga wyglądała jakby się na nią ktoś wyrzygał i rozmazał. To były ślady mojego udeptania i szurania nogami pod którymi znajdowała się ziemia. Musiałem wziąć mopa i wszystko umyć. Nie chce wchodzić w szczegóły ale gdy kończyłem sprzątanie to była 9.10. Koszulka mokra, ja śmierdzący, a Ola ma zaraz przyjść. Trzeba było szybko wskoczyć do wanny i doprowadzić się do użytku. Prysznic był ekspresowy. Umyłem się, przebrałem, siadłem na łóżku aby złapać oddech i słyszę domofon. Otwieram Oli drzwi, ona patrzy na mnie i pyta się czy się dobrze czuję. Mówię co się stało i pokazuje ten syf w kuchni, który przegarnąłem z pokoju. Ola chciała mi posprzątać kuchnie ale nie zgodziłem się. Poprosiłem ją aby mnie oszczędzała dzisiaj na rehabilitacji. 

I o dziwo, mimo że byłem wykończony to wiem, że mi dobrze szło. Nawet Ola powiedziała, że muszę częściej robić sobie takie rozgrzewki bo to mi służy. Nogi miałem miękkie, stopę ładnie zadzierałem do siebie i nogę podciągałem do góry. Na beretach też dobrze mi szły ćwiczenia. Ogólnie mimo tak potwornego zmęczenia przed rehabilitacją byłem dumny z siebie. Odniosłem wrażenie, że i Ola była zadowolona z przebiegu ćwiczeń. Myślałem, że po tym forsownym początku dnia padnę ale okazało się, że się nieźle trzymam. Wciąż mi świtało w głowie, że popołudniu idę na basen. Gdybym był wykończony to nie miałbym żadnych obiekcji aby zrezygnować z basenu.

Na basen wybrałem się razem z Tomkiem. Miał dzisiaj popołudniu wolne i zadzwonił. No to idziemy. Zanim poszliśmy na basen to Tomek posprzątał mi syf w kuchni. Chciał zaplusować u mojej mamy:) Na basenie się nie oszczędzałem. Nie biłem rekordów ale cały czas pływałem przez 45 minut. Ostatnio wszedłem w jakiś trans z tą rehabilitacją. Rehabilituję się albo z Olą albo sam i to dwa razy dziennie. Często do tego dochodzi jeszcze basen. Wiem, że dużo ćwiczę ale widzę również, że nie padam na pysk. Jestem zmęczony i wówczas mówię pass. Życie takiego smowca to nuda. Rehabilitacja albo basen. We wtorek odmówiłem spotkania z przyjaciółmi w knajpie. Po prostu chcieli się ze mną spotkać około 18. Chętnie bym się z nimi spotkał ale musiałbym zrezygnować z basenu popołudniu, a tego nie chcę robić. Jest teraz taka ładna pogoda, że mogę bez problemu dojechać na basen i poćwiczyć. Nie chcę tracić okazji do treningu. Przecież jak skończy się ta złota polska jesień to i na basen przestanę chodzić. Inną sprawą jest to, że boję się zimy. Nie wiem czy sama rehabilitacja w domu wystarczy. Może mitoxantron mnie przez zimę uratuje. Pożyjemy – zobaczymy:)

Teraz jeszcze rozmyślam nad tym aby chwilę jeszcze poćwiczyć swoją miednicę i plecy poprzez bujanie się na beretach w pozycji siedzącej.To jeszcze nic pewnego ale zobaczymy:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie miło gdy się przedstawisz:-)