Miałem kilka spraw do załatwienia w Krakowskich urzędach. Chciałem to zrobić w poniedziałek ale ukrop lał się z nieba. Plany odłożyłem na dzień następny, a sam... chłodziłem się.
We wtorek było już dużo chłodniej i do wytrzymania. Wyszedłem z domu o godzinie 11 i pojechałem autobusem na krakowskie Błonia. To ten sam przystanek na którym wysiadam gdy jadę na basen. Z tego przystanku jest nie daleko do Urzędu Miasta Krakowa do Wydziału Spraw Społecznych.
Przed urzędem jest parkingowa wolna amerykanka. W niektórych miejscach nie da się przejechać wózkiem bo jest za ciasno.
Moje orzeczenie o niepełnosprawności się uprawomocniło w zeszły piątek. Tym razem zostałem uznany jako kulawy na czas nieokreślony.
Lubię te urzędnicze sformułowania czyli - postanawia:
I. Zaliczyć do stopnia niepełnosprawności - ZNACZNEGO
II. Symbol niepełnosprawności - 10-N
III. Orzeczenie wydaje się na stałe
IV. Niepełnosprawność istnieje od 2004 r.
Wyrobiłem sobie legitymację osoby niepełnosprawnej i niebieska kartę parkingową. To jest wypas!
Gdy już załatwiłem swoje sprawy to pojechałem do Szpitala Wojskowego. Chciałem oddać Tomkowi na oddziale neurologi kurtkę, która zostawił u mnie w zeszłym tygodniu. Prawie przez przypadek spotkałem Olę, która szuka tam pracy dla siebie. Poszliśmy razem oddać kurtkę. Niestety, Tomka i Eryka nie zastałem bo byli na szkoleniu. Przy okazji spotkałem dr Joannę, która ma specjalizację z rehabilitacji. Miło było ją znów zobaczyć. Kiedyś gdy byłem w tym szpitalu to podsyłała mi wraz z dr Elą na rozmowy swoje młode studentki by się dowiedziały coś więcej o SM. Dzięki temu czas mi szybciej mijał i w ładnym towarzystwie:)
Ola była również studentką dr Joanny. Oddałem kurtkę Iwonie. Chwilkę pobyliśmy na oddziale i pojechałem odstawić Olę na przystanek, a sam pojechałem do ZUS-u.
 |
Taką foczkę spotkałem wczoraj, fajną ma... torebkę :) |
W ZUSie również szybko załatwiłem swoje sprawy. Tam zawsze mam lekki horror bo ta platforma, która mnie wywozi na wysoki parter jest dosyć... hardcorowa. Chodzi o to, że jest mi trudno na nią wjechać tak by się na niej znaleźć w stabilnym położeniu. Jest dosyć ciasno i mało miejsca. Tragedii nie było i udało się wszystko załatwić. O dziwo było bardzo mało ludzi. Może dla tego, iż byłem tuż przed zamknięciem urzędu czyli przed godziną 15. Następnym celem był znów Urząd Miasta ale tym razem w innym miejscu i inny wydział.
Dopiero gdy wyszedłem z tego urzędu to poczułem, że jestem głodny i chce mi się siusiu. Pojechałem w kierunku Rynku Głównego, a tam pełno ludzi i piękna pogoda.
 |
Ratusz na Rynku Głównym |
 |
Kościół Mariacki i kościół św. Wojciecha |
 |
Kościół św. Wojciecha |
Swoje potrzeby fizjologicznie najczęściej na Rynku załatwiam w
Hotelu Rezydent bo mają toaletę przystosowaną do potrzeb wózkowiczów i nie robią problemów. Śmignąłem szybciutko do hotelu. Skorzystałem, ręce umyłem i chcę wychodzić z toalety ale ktoś zamknął toaletę na klucz od zewnątrz. Przez chwilę zastanowiłem się czy te drzwi nie otwierają się w drugą stronę ale nie. Co robić? Nie pamiętałem jak ten hotel się nazywa. Włączam Google ale internetu nie ma:( Nawet nie wiem co robić bo przecież nie znam nazwy hotelu. W tej samej bramie jest również restauracja Chłopskie Jadło. Odetchnąłem z ulgą.
Dzwonie do Oli, opowiadam jej gdzie jestem. Ona się śmieje i mi mówi bym walił do drzwi. Powiedziałem jej, że na drastyczne metody jest jeszcze czas i poprosiłem ją, by w internecie sprawdziła mi jaki jest adres tej knajpy. Jak będę wiedział jaki jest adres to znajdziemy hotel i numer telefonu na recepcję. Udało się. Zadzwoniłem na recepcję i mnie otwarli. Okazało się, że ktoś inny kto korzystał z tej toalety w tym samym czasie, z innej kabiny mnie zamknął. Przepraszali mnie bardzo ale przecież nic się nie stało. Myślę, że w kibelku spędziłem jakieś 10 minut. To raczej była dla mnie przygoda niż trwoga.
Gdy wyszedłem z toalety to wreszcie poszedłem na obiad.
Z głodu sklejał mi się brzuch z plecami. To był tak na prawdę mój pierwszy konkretny posiłek od rana. Rano wypiłem tylko pół jogurtu. W ramach oczekiwania dostałem smalec i chleb. Mniam, mniam. Już te kromeczki, a zwłaszcza ze smalcem były pycha. Właściwy obiad również był smaczny. Bardzo ale to bardzo się obżarłem. Jeszcze chwilę się pokręciłem po Rynku i pojechałem do domu.
Byłem bardzo zmęczony całym dniem, a najlepsze było to, że mnie nogi bolały. Wieczorem w rozmowie z Olą i Magdą nie do końca kontaktowałem za to dziś rano zaspałem:)