W sobotę wieczorem przyszła mnie odwiedzić Iwona, moja sąsiadka z mydlinami tzn. z Desperados-em bo to trochę tak właśnie smakuje. Przyszła do mnie po pracy, koło 22, a wyszła po północy. Ach te niegrzeczne dziewczynki :)
Dziś wybrałem się do lekarza. Brat mnie wypuścił z domu. Śmiać mi się z tego chce bo to wygląda jak by psa wypuszczał na spacer:)
Nic mi nie jest neurologicznie. Oczywiście, że osłabłem bo mam pierwotnie postępujący SM więc on sobie postępuje. Tak sobie człapie, człapie, człapie.
Do lekarza poszedłem w sprawach bieżących.
Musiałem zacząć od wyboru lekarza pierwszego kontaktu. Musiałem to zrobić ponieważ w Warszawie z końcem listopada wybrałem nowego, warszawskiego lekarza, a skończyło się jak się skończyło:(
Od lekarza pojechałem do centrum handlowego na zakupy. Kupiłem pistacje, dezodoranty i takie tam pierdoły. Chciałem też kupić jakieś prezenty pod choinkę ale nic nie znalazłem ciekawego.
Gdy się już powłóczyłem po sklepie to poszedłem na kawę i ciastko do mojej
Cafe Rene. Mówię, że to moja kawiarnia bo w niej bywam, smakuje mi tam kawa i dostałem 10% zniżki. Zniżkę dla stałych klientów dostałem chyba z litości bo może byłem tam max z 5 razy. Nie wiem czy to się kwalifikuje jako stały klient. Nie ważne. Jak zwał tak zwał. Niektórzy obrastają w piórka bo dostali jakąś kartę premium lub zniżki. Ja to mam w d.....
Pani kasjerka mnie kojarzy i przywitała słowami: Ooooo.... dawno Pana u nas nie było. Rozumiem, że chciała lub musi być miła ale mnie nie było miło, że znów ją widzę. Musiałem się zmusić do uśmiechu ale wcale do śmiechu mi nie jest. Siedziałem przy kawie, ciastku, słuchałem muzyki i zastanawiałem się co ja tu robię. Powinienem być w Warszawie. W ogóle święta zawsze mnie denerwowały i nie lubiłem ich ale te mnie wkurwiają.
Jak już zbierałem się do domu to spotkałem Iwonę. Ona tam pracuje w Seforze. Szła na jakieś jedzenie i poszliśmy do KFC.
Czuję się jak bym się zderzył z TIRem. Jestem poobijany psychicznie. Nawet jak się kiedyś rozpadał mój związek z Olą to tak nie bolało jak boli teraz. Wtedy czułem ulgę, a teraz jest mi strasznie smuto i potwornie przykro. Doskonale wiem, że czas goi rany, że trzeba dalej żyć i że to wszystko minie. Nie raz to mówiłem i pocieszałem innych ale jak mawiają: szefc bez butów chodzi.
Wygląda na to, że muszę się uzbroić w cierpliwość i czekać aż zapomnę bo powrotu nie biorę w ogóle pod uwagę.
Jutro rano muszę się zwlec z łóżka bo zamierza mnie odwiedzić w domu Agnieszka, a te najprostsze czynności takie jak mycie, ubieranie, stają się już bardzo trudne i czasochłonne.
Idę spać, mam dość:(