Stwardnienie rozsiane - diagnoza której nie życzę nikomu. Chciałbym pokazać, że ta diagnoza nie oznacza iż życie się kończy. Pragnę pokazać innym, że to życie wciąż jest, chodź może trochę inne, może trudniejsze ale to nie koniec. Czy jestem czasami załamany? Często, ale potem się podnoszę i maszeruje dalej z podniesionym czołem i z uśmiechem na twarzy.

Jeśli chodź trochę ten blog będzie pomocny dla Was chorych oraz dla Waszych rodzin to będę szczęśliwy. To właśnie jedna z tych rzeczy która dodaje mi sił.

Wojciech Mrugalski

sobota, 10 stycznia 2015

Robię się sławny:)

W środę był u mnie Dżakub z bratem. Wpadł by mi wymienić kabel do domofonu łączący domofon ze słuchawką.

Ostatnio koleżanka dzwoni do mnie telefonem i mówi bym jej otworzył bramę. Domofon mam taki, że nie ma możliwości otwarcia bramy bez zadzwonienia do mnie. Mówię jej by wybrała numer mieszkania, a ona na to że wybiera, dzwoni na dole. W telefonie słyszę, że jej domofon na dole dzwoni do mnie, a u mnie na górze cisza. Konsternacja. O co chodzi?
Patrzę na domofon i widzę, że kabel do słuchawki jest przerwany. Udało się otworzyć bramę ale jak to się stało, kto uszkodził kabel? Jedynymi podejrzanymi wydają się koty lecz one nigdy czegoś takiego nie robiły.
Dżakub kupił wcześniej kabel i wymienił go, a mój brat był asystentem majstra czyli wynieś przynieś...:) Szybko się z tym uporali zresztą to było banalne do wymiany tylko trzeba mieć sprawne rączki. Tak czy siak to dzięki należą się  majstrowi i zwłaszcza asystentowi:)

Wieczorem przyszła do mnie Ola z chłopakiem. Coś się jej zepsuło w komputerze. Chcieli mi przywieźć kebaba ale ja wolałem piwo:) Ona zażerała się z Rafałem kebabem, a ja piłem piwo. No nie nagadaliśmy się bo ciężko jest mi gadać, myśleć i robić z komputerem. Mam nadzieję, że to normalne, a nie wina choroby.

Dostałem ostatnio do domu kwartalnik Neuropozytywni.


Jakiś czas temu kontaktowała się ze mną  pani Agata z redakcji tego kwartalnika z pytaniem czy mogą umieścić fragmenty mojego bloga, ze zdjęciem. Zgodziłem się ale spoko, woda sodowa do głowy mi nie uderzyła. Wybrali fragmenty, które jak się czyta to ciarki przechodzą. Aż się nie chce wierzyć, że to ja pisałem. Ten numer był wydaniem świątecznym, a tu takie zdecydowanie nie świąteczne cytaty z mojego bloga - masakra!
Na blogu już dawno nie ma radosnych wpisów. Nie ma o czym radosnym pisać bo ciężko opisywać codziennie życie z perspektywy łózka. Bardzo ładny komentarz do bloga napisała Iza Czarnecka:)

Wczoraj z mojego okna było widać Tatry zanim pogoda się do reszty popsuła. Znalazłem swoje zdjęcie z czerwca 2008 roku gdy byłem z całą paczką i młodymi rehabilitantkami w Morskim Oku:)




Brakuje mi gór. To taki miły widoczek na koniec by nie było tak ponuro:)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Będzie miło gdy się przedstawisz:-)