Stwardnienie rozsiane - diagnoza której nie życzę nikomu. Chciałbym pokazać, że ta diagnoza nie oznacza iż życie się kończy. Pragnę pokazać innym, że to życie wciąż jest, chodź może trochę inne, może trudniejsze ale to nie koniec. Czy jestem czasami załamany? Często, ale potem się podnoszę i maszeruje dalej z podniesionym czołem i z uśmiechem na twarzy.

Jeśli chodź trochę ten blog będzie pomocny dla Was chorych oraz dla Waszych rodzin to będę szczęśliwy. To właśnie jedna z tych rzeczy która dodaje mi sił.

Wojciech Mrugalski

środa, 24 listopada 2010

Potem - Afterwords

Mawiają aby dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzić. Obejrzałem dziś film Potem po raz trzeci.



Film za każdym razem ze mnie wyciska...

wtorek, 23 listopada 2010

Robimy magisterkę:)

Dzisiaj spotkaliśmy się z Aleksandra moją przyszłą rehabilitantką. Ola ma licencjat z rehabilitacji i w tej chwili stałem się jej obiektem obserwacji. Będzie mnie rehabilitować i na podstawie swoich obserwacji i moich postępów będzie pisała pracę magisterską. Wygląda na to że nasza współpraca potrwa prawie dwa lata, no chyba że Ola przeze mnie by kiblowała:).
Jest bardzo ambitną kobietą i coś czuję że to będą ciężkie lata dla mnie. Ciężkie to znaczy, że nie będzie obijania się.

Czego oczekuję? Chciałbym zatrzymać postęp choroby. Ze względu na to że znam swój organizm to ciężko jest mi liczyć na jakąś spektakularną poprawę, chodź po cichu – pssssss liczę na zwiększenie mojej siły, a co za tym idzie samodzielności. Nawet z szacunku dla pracy Oli i jej satysfakcji zawodowej chciałbym takiej poprawy. Wstępnie jesteśmy umówieni na początek naszej współpracy na poniedziałek. Ola chce ze mną pracować kilka razy tygodniowo. Jestem otwarty, chodź trzeba brać pod uwagę moje możliwości fizyczne zwłaszcza na początku naszej pracy.

Jestem optymistą zarówno jeśli chodzi o Ole i jej pracę magisterską jak i o siebie. Ola jest gwarantem zaangażowania w to co robi. Mnie również nie pozostaje nic innego tylko trzeba się będzie wziąć w garść i do roboty.

Jak to mówią – zesraj się a nie daj się!

niedziela, 21 listopada 2010

Śliczna Aleksandra:)

Jakiś czas temu na blogu pisałem o tym, że zwróciłem się z prośbą, pytaniem do dr Eli. Śpieszę donieść, że skontaktowała się ze mną przyszła mgr rehabilitacji. Mieliśmy okazję wzajemnie współpracować w zeszłym roku zanim złamałem sobie nogę.
Przychodziłem wówczas na rehabilitację do szpitala w którym praktyki odbywała Aleksandra. Ola w tej chwili jest na 4 roku studiów. Będę obiektem badań i obserwacji na podstawie których Ola będzie zbierała informację do swojej przyszłej pracy. Trochę mi się trafiło jak ślepej kurze ziarno, ponieważ Aleksandra jest bardzo atrakcyjną kobietą.
Hmmm… ciekaw jestem czy będę mógł się skoncentrować na… rehabilitacji:) Ola ma przyjść do mnie pierwszy raz we wtorek wieczorem.

sobota, 20 listopada 2010

Dla Mariusza

Dziś, po północy syn Andrzeja - Mariusz zmarł. Chciałem Was prosić o modlitwę za Mariusza i jego tatę - Andrzeja.

Wieczne odpoczywanie, racz mu dać Panie...

piątek, 19 listopada 2010

Czasami życie jest okrutne:(

Na Gadu Gadu napisał do mnie wczoraj wieczorem Andrzej. Jakoś przez przypadek znalazł mojego bloga. Zaczęliśmy rozmawiać i od słowa do słowa i okazało się, że ma syna 19 letniego chorego na raka – chłoniaka. Dla jego syna nie ma już ratunku – tak mi powiedział. Przyznam się, że nie byłem przygotowany na taka rozmowę.

Nie jestem ojcem, a nawet gdybym był, to nie wiem, nie potrafię sobie wyobrazić tego co on czuje. To była tylko rozmowa na Gadu Gadu, a mimo to jestem roztrzęsiony. Jak go słuchałem to aż mnie ciarki przechodziły po ciele.
Przecież już się naoglądałem ciężkich przypadków SM, już widziałem jak ludzie umierali i pomimo tego, że jest on dla mnie obcą osobą to do takich historii pisanych przez życie nie można się przyzwyczaić.

Jak słyszy się taką opowieść przed snem to ja wyglądam przy tym na człowieka który złapał Pana Boga za nogi albo urodził się w czepku.