Stwardnienie rozsiane - diagnoza której nie życzę nikomu. Chciałbym pokazać, że ta diagnoza nie oznacza iż życie się kończy. Pragnę pokazać innym, że to życie wciąż jest, chodź może trochę inne, może trudniejsze ale to nie koniec. Czy jestem czasami załamany? Często, ale potem się podnoszę i maszeruje dalej z podniesionym czołem i z uśmiechem na twarzy.

Jeśli chodź trochę ten blog będzie pomocny dla Was chorych oraz dla Waszych rodzin to będę szczęśliwy. To właśnie jedna z tych rzeczy która dodaje mi sił.

Wojciech Mrugalski

czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych Świąt!

Osobom chorym życzę by nie traciły nadziei, by nie zabrakło im wiary w siebie i swoje możliwości, a zdrowym życzę cierpliwości i wyrozumiałości dla nas chorych na SM. Wasze wsparcie jest dla nas bardzo ważne.

Wszystkim życzę zdrowych spokojnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Wszelkich łask i dobrodziejstw oraz spełnienia marzenia tych najskrytszych bo właśnie te są najpiękniejsze.

środa, 22 grudnia 2010

Rehabilitacyjna samoobsługa:)

Dzisiaj nie ćwiczyłem tak dużo jak normalnie z Olą. Wybrałem się na schody i jeździłem na rowerze, a zaraz zamierzam się porozciągać.

Schody dają niezły wycisk, dlatego na początek wyszedłem tylko na półpiętro. Myślę, że dałbym radę wyjść na piętro ale nie chciałem ryzykować. Może jutro, będzie lepiej. Prawa noga nawet szła do góry ale z lewą nie mogłem dojść do ładu.
Ciągnąłem ją, a i tak się nie chciała zgiąć w kolanie. Musiałem stosować technikę „zakosów” czyli totalna porażka.

Niestety ale nie udało mi się wybrać dzisiaj na basen. Tomek nie dał rady iść ze mną. Może jutro będzie okazja ale to też nic pewnego:) Basen nie ucieknie.
A teraz idę oglądać film pt. ”Otchłań” który leci na TV4 i naciągać się:)

Romantyczno - świąteczny nastrój.

Dzwoniłem dzisiaj do Dąbka z życzeniami świąteczno - noworocznymi. Bardzo miło było usłyszeć kilka osób, które są dla mnie bardzo ważne. Mam tu na myśli Małgosie – od niedawna została opiekunką. Jest mega rozrywkową osobą.
Robert i Ewa – ich małżeństwo jest jak bajka. Ewa, która wydaje się jakby wczoraj się zakochała, a przecież mają z Robertem już dwójkę dzieci. Muszę z Robertem pogadać o tym jak mężczyzna może tak uszczęśliwić kobietę – żonę:). Sylwek, Shakira - tak wielu jest tam ludzi którzy są... wyjątkowi. Chciałbym tam być teraz na święta.

Wczoraj obejrzałem film pt. "List w butelce". Jest tam modlitwa która mnie bardzo wzruszyła. To właśnie pasuje do Roberta i Ewy.
Do wszystkich statków na morzu...
i w portach.
Rodziny...
przyjaciół i obcych.
To wiadomość i modlitwa.
Podróże nauczyły mnie wielkiej prawdy.
Dane mi było to, czego wszyscy szukają...
a nieliczni znajdują.
Spotkać jedyną...
miłość mego życia.
Kogoś jak ja, z Outer Banks...
i z błękitnej tajemnicy Atlantyku.
Kogo bogactwem są proste skarby...
kto wszystko zawdzięcza tylko sobie.
Kto jest przystanią, moim domem.
Ani wiatr, ani kłopoty...
ani nawet śmierć nie zdołają go zniszczyć.
Modlę się, by każdy mógł zaznać takiej miłości...
i być przez nią uleczony.
Gdy tak się stanie, wszelkie winy będą wymazane...
i żale...
i skończy się wszelki gniew
O co cię proszę, Boże.
Amen.

A ja wciąż wieże, że to nie musi być bajka, że takie rzeczy się zdarzają, że dane mi będzie to, czego wszyscy szukają...

wtorek, 21 grudnia 2010

Idą święta

Poszedłem wczoraj spać, a właściwie usnąłem koło 2 w nocy. Gapiłem się w telewizor.
Dzisiaj Ola była u mnie po 9 rano, a ja byłem trochę zaspany. Na dzień dobry zostałem oklejony plastrami. Moje blade i łyse nogi, dzięki różowym plastrom nabrały „uroku”:). Teraz trzeba czekać na efekty Tapingu.

Za łatwo mi szło podnoszenie nogi, wiec został wprowadzony element utrudniający. Teraz jak podnoszę nogę, to mam zacząć od stopy. Polega to na tym, że najpierw mam zadrzeć do siebie stopę, a potem dopiero ciągnąć nogę do siebie. To niby takie proste ale sprawia mi duże problemy. Trzecie podciągnięcie o ile się uda jest… wykańczające.
Dzisiaj nie jestem zadowolony ze swojej rehabilitacji. Szło mi to jakoś topornie, jak po grudzie. Pewnie dlatego, że się nie wyspałem i byłem zmęczony. Postaram się po południu jeszcze powalczyć na rowerze albo na schodach. Schody chce wypróbować w ramach testów. Nie będę przynajmniej na razie pobijał żadnych rekordów.

Dzisiaj Ola była u mnie po raz ostatni przed świętami. To jest dziwne uczucie. Była prawie codziennie u mnie, rehabilitowała mnie, świetnie się bawiłem w jej towarzystwie, a teraz kilka dni nie będziemy się widzieć.
To tylko kilka dni, a mimo to będzie mi jej brakowało.

Jutro jest plan, że pojadę na basen w ramach rehabilitacji z Tomkiem. Będę paradował w moich łysych i różowych nogach:)

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Piękna Ola:)

Duże mam zaległości. Zaniedbałem się.
W piątek rehabilitacja z Olą. Wieczorem przyszedł Rafał, mój przyjaciel. Napiliśmy się winka i Desperado, a nóżki mi się zrobiły mięciutkie. Było bardzo fajnie. Miły koniec dnia:)

Gdyby nie rehabilitacja z Olą to zapewne weekend byłby nudny. Ona zawsze wprowadza w moje skromne życie cudowny dreszczyk emocji. To ciężko opisać. Przy niej czas leci za szybko, zapominam o tym że jestem chory.
Ola mi się bardzo podoba. Wiecie o czym mówię, niczego jej nie brakuje. Jej uroda jest nietuzinkowa. Co tu dużo mówić – Ola jest piękna. Ma również coś w sobie, coś magicznego, coś subtelnego. Jej sposób bycia jest jakiś... Tego nie da się opisać. Wydawało mi się, że takie kobiety nie istnieją. To dla mnie kompletne zaskoczenie!
Jak ćwiczymy z Olą to często patrzę na nią, w jej twarz i w oczy. Myślę, że w moich oczach widać wówczas… Ona wie, że mi się podoba. Bardzo często mam ochotę ją pocałować.
Nic co tu napisałem, nie będzie niespodzianką dla niej bo już jej to wszystko mówiłem:). Wciąż jesteśmy profesjonalistami.

Jeśli chodzi o moje postępy rehabilitacyjne, to zaczynam ruszać stopą i palcami. Ola mnie rozciągnęła tak, że mogę podnieść wyprostowaną nogę do kąta 90 stopni i tylko troszkę mnie ciągnie. Najwięcej widać postępów w czasie zwykłego dnia. Mogę przynieść szklankę herbaty, myję zęby, a w tym czasie mogę stać i gapić się w lustro. Ciężko te drobne rzeczy zliczyć bo jest ich już tak wiele.
Zaczynamy powoli wdrażać samodzielne stawianie pierwszych kroków. Na razie udało mi się zrobić jeden krok do przodu i ustałem. Potem padł rozkaz od Oli – krok do tył i… wylądowałem na łóżku. Nie zamierzam się poddawać. Mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna!

Dzisiaj również ogoliłem nogi. Trochę się wahałem. Na początku trzeba było moją szczecinę skrócić maszynką elektryczną. Dopiero potem zabrałem się za „polerowanie” nóg. Dobra, trzy ostrzowa maszynka, krem do golenia i poszło jak po maśle. Pewnie tym stwierdzeniem wielu osobom się narażę ale golenie nóg to wg mnie łatwizna. Nie ma porównania do golenia zarostu na twarzy. Twarz to nie jest wielka, płaska przestrzeń. Są na niej co chwile jakieś zakręty, a męski zarost jest bez porównania twardszy i gęstszy niż na nogach. Wszystko jedno czy męskich czy damskich:).

W związku z tym, że teraz moje nogi, a właściwie ich część do kolan są piękne i gładkie to jutro Ola przymocuje mi plastry. To będzie bardzo interesujące:)