Wysłuchałem audycji o stwardnieniu rozsianym, która była wyemitowana w programie 1 Polskiego Radia w ramach cyklu "Naukowy zawrót głowy".
Mój SM jest totalnie lekooporny. Sam to przetestowałem i sprawdziłem. Obecnie nie zażywam żadnych nowoczesnych prochów na stwardnienie rozsiane bo w moim przypadku to nie ma żadnego sensu, a i przede wszystkim skuteczności.
Po pierwsze audycja brzmiała jak reklama firmy Novartis - producenta preparatu o nazwie Gilenya (Fingolimod vel FTY720). To dziwny zbieg okoliczności ponieważ lek ten niedawno został zarejestrowany. Prof. Jerzy Kotowicz - neurolog, bardziej lub mniej świadomie zareklamował tylko ten preparat nie wspominając o np. Tysabri. Oba te preparaty są zaliczane do tzw. leków drugiego rzutu przy braku odpowiedzi klinicznej lub nietolerancji na leczenie preparatami IFN-β i octanem glatirameru. Również pani Zuzanna Konarska, chora na SM dziwnym trafem reklamował ten sam preparat, chodź ona go zażywa jeszcze w ramach prób klinicznych. Myślę, że została wykorzystana, chodź za pewne jest w tej chwili zadowolona z metody leczenia.
Oba w/w preparaty mają bardzo poważne skutki uboczne. Nie przemawiają do mnie natomiast argumenty w postaci tego, że z powodu jednego z leków umarło 100 czy 200 albo nawet 1000 osób. To jest taki sam argument jak to, że nie będziemy latać samolotami bo w wypadkach lotniczych giną ludzie. Śmierć jest zawsze przykra i tragiczna ale trzeba liczyć bilans zysków i strat. Każdy kto wsiada do samolotu musi się liczyć z niewielkim ryzykiem, że może ulec wypadkowi. Tak samo jest w przypadku niektórych leków na SM. One nie leczą ale dają więcej czasu na w miarę normalne życie, a że czasami mogą powodować bardzo przykre następstwa to na to jest jedno słowo - pech!
Uważam, że pacjent powinien być dobrze i rzetelnie poinformowany, zdawać sobie sprawę z konsekwencji, a o leczeniu powinien decydować lekarz i pacjent w oparciu o skuteczność i samopoczucie pacjenta. Puki co nikt inny nie wymyślił szybszego środka transportu niż samolot. Tak samo jest z lekami na SM. I latanie i leczenie stwardnienia rozsianego w nie wielkim stopniu jest ryzykowne.
Uważam że za mało było o innych postaciach SM, rehabilitacji, metodach alternatywnych. Powinna być do takiego programu zaproszona również dr. Woyciechowska, która mogła by zaprezentować swoje odmienne zdanie.
Cała ta audycją trwała jakieś 45 min. wraz z przerywnikami. Wiadomo, że w
tak krótkim czasie ciężko jest powiedzieć wszystko o tej chorobie ale
trochę mnie to rozczarowało
Pod tym
linkiem jest nagrana audycja. Zapraszam do wysłuchania i wyciągnięcia wniosków samemu, a wszystkim na dobranoc powiem... na zdrowie. :)