Niedziela była
bardzo intensywnym dniem.
Pobudka kolo 8
rano. Kawa i Sirdalud MR i czekam aż się obudzę, dojdę do siebie i sztywność
mięśni spadnie. Poranna toaleta, prysznic i zabieram się do odkurzania. Ot tak
mi do łba strzeliło. To tak wszystko ładnie i przyjemnie brzmi ale te czynności
trochę mi zeszły. Koło 10.30 przyszedł do mnie drugi Rafał ps. Tuta.
Zapowiadał się,
że dziś do mnie wpadnie na kawę. Przywitałem go bez koszulki i z deka umęczony
odkurzaniem i porządkami. Dawno się nie widzieliśmy. Tuta zrobił kawę
ponieważ jest traktowany jak domownik. Posiedzieliśmy, pogadali i słyszę
domofon. Toż to Ola idzie na rehabilitację.
Tuta jeszcze
chwilkę posiedział i poszedł, a my zabraliśmy się do ćwiczeń. W międzyczasie
zadzwoniłem do Iwony by do nas wpadła jak ma czas bo przecież mieszka na
przeciwko. Powiedziała, że nie za dużo tego czasu ma ale zaraz do nas wpadnie.
Poprosiłem Olę aby zostawiła dla Iwony otwarte drzwi, a my by nie tracić czasu
zabraliśmy się do ćwiczeń. Po chwili ćwiczeń zmęczyłem się i położyłem się na
materacu na boczku twarzą w kierunku ściany. Ola też się zmęczyła tym upałem i
ćwiczeniami i... przytuliła się do mnie. Nie wiem jak to wyglądało ale nagle
wchodzi Iwona i lekko zdziwiona pyta się czy nam nie przeszkadza? Nie jestem
pewien ale wydaje mi się, że chyba żadne z nas tzn. ja lub Ola nie ruszyło się.
Iwonie odpowiedzieliśmy, że nie przeszkadza nam. Dopiero po krótkiej chwili z
grzeczności podnieśliśmy się oboje. Ach ten upał jest nie do wytrzymania. :)
Iwona przyszła w
bardzo fajnej sukience. Była w niej ostatnio na wieczorze panieńskim i fajnie
wyglądała. Dzisiaj też było na czym oko zawiesić. Niestety postała z nami tylko
chwilę i poszła załatwiać swoje sprawy, a my z Olą dokończyliśmy... ćwiczenia:)
Po ćwiczeniach
byłem lekko zmęczony wiec smęciłem się jak smród po gaciach. Siedzę, leżę i tak
na zmianę aż tu słyszę domofon. Ktoś otworzył domofon na dole kodem do
otwierani drzwi. Po chwili w progu pojawia się Dżakub. Przyszedł mi pomóc z
wózkiem elektrycznym. Chodziło o to aby rozkręcić sterownik lub jak kto woli
joystick który mógł ulec uszkodzeniu. Rafał rozkręcił sterownik, przeczyścił go
i skręcił. Podłączyliśmy go do wózka i... działa!
Huuuuurrrrrra! Powiedział abym po testował przez chwilę
wózek w domu. Bardzo się do tego zadania przyłożyłem i jeździłem wózkiem
po przedpokoju raz do przodu, a raz do tył. Myślałem, że wózek już naprawiony
ale po chwili na wyświetlaczu pojawił się znaczek J. Jak mniemam to skrót od
joystick. Ta literka powodowała, że z wózka nie da się w ogóle korzystać. Znów
trzeba było rozkręcać, a po ponownym skręceniu sterownika
działał on ale tylko przez bardzo krótki czas, a potem znów wyskakiwało J.
Dżakub tę czynność, a więc rozkręcanie, dłubanie, macanie wnętrzy
sterownika wykonywał z 5 raz. Gdy już byliśmy nastawieni, że bez wysłania wózka
do serwisu się nie obejdzie to nagle po kolejnym skręceniu joysticka okazało
się, że wózek nadzwyczaj długo jeździ. Postanowiliśmy, że skoro tak dobrze nam
idzie to trzeba jechać na dwór przetestować wózek. Przezornie wzięliśmy
zestaw narzędzi tak na wszelki wypadek gdyby coś się stało.
Pojechaliśmy do
pizzerii na piwo. Skoro okazało się, że naprawiliśmy sterownik to znaczy, że
zaoszczędziłem 2500 zł na naprawie. Trzeba było to oblać. W międzyczasie
przyjechał do nas mój brat Adam i oblewaliśmy wszyscy razem. Nie wiem ile tych
piwek wypiłem ale trochę tego było. Kto ich najwięcej wypił? Dżakub, mój
wybawca. Znów mi uratował dupę i 2500 zł. Niech mu idzie na zdrowie.
W pizzerii posiedzieliśmy do
wieczora. Rafał poszedł do domu, a ja z młodym, z moim bratem poszliśmy, a w
zasadzie pojechali do mnie do domu. Adam stał na tylnej części wózka i trzymał
się oparcia, a ja prowadziłem. Wyglądało to tak jakby jechał na Segway'u. Wózek
został przetestowany, oblany i wygląda na to że jest sprawny. Tym razem
można powiedzieć Huuuuurrrrrra!
Nie byłem bardzo pijany, raczej
lekko podchmielony. Zdecydowałem się, że trzeba iść się wykąpać do wanny. Rozebrałem
się z problemami ale to nic nadzwyczajnego. Przecież zawsze jest problem.
Siedząc jeszcze przed pójściem do wody na krawędzi wanny nagle zsunąłem się i
wylądowałem na podłodze w łazience. Nie będę opisywał jaka wściekłość mnie
dopadła. Próbowałem się podnieść ale nie miałem sił. Dopiero mama mi pomogła
się podnieść i znów siedziałem na krawędzi wanny. Chwilkę odsapnąłem,
rozebrałem się i wszedłem do wanny.
W wannie się rozkleiłem i to na
maxa. Nagle zobaczyłem to co mnie czeka w niedalekiej przyszłości. To nic, że
dziś moja kraksa byłą spowodowana alkoholem - jutro może tak być bo to SM mnie
tak okaleczy. Po prostu się przestraszyłem tego i się zaczęło. Rozkleiłem się i
to ostro. Zadzwoniłem do Oli, chciałem się wygadać. Ola chciała nawet do mnie przyjechać ale to nie miało by
sensu. Wiedziałem, że nie ma nic na moje pocieszenie w sprawie choroby bo
oboje sobie zdajemy sprawę na co jestem chory. Dopiero po 30-40 minutach
rozmowy się uspokoiłem. Nie wiem co mi powiedziała ale mnie rozśmieszyła. Pod
koniec naszej rozmowy, mówi, że mogła by przyjechać i usiąść na wannie i byśmy
porozmawiali :) Cholera, tę kokietkę trzeba cały czas kontrolować. Gdybym się
zgodził to by jeszcze była gotowa to zrobić.
Lepszej
rehabilitantki nie mogłem sobie wybrać. Full wypas od samego początku. Rano
przytulanie, wieczorem pogaduchy o życiu w łazience, a właściwie w wannie -
dopiero się rozkręcamy:)
Zawsze lubiłem posiedzieć w
wannie. Nigdy nie wchodziłem do wody na 10-15 minut. Raczej to szło w
dziesiątki minut, nawet aż do godzin. Wczoraj w wannie siedziałem chyba z 3
godziny. Żeby Wam to unaocznić to wystarczy zerknąć na moją rozmoczoną łapę, a
tak wyglądało całe moje ciało.
 |
Rozmoczona ręka po 3 godzinach moczenia. |
Dziś, 09.07.2012 o
godzinie 9.05 Ola obchodzi swoje 25 urodziny. Ponoć zaraz po urodzeniu, Ola miała 7
stopni w skali Apgar. Popatrzcie co się stało z tym brzydkim kaczątkiem.
 |
Pewnie te 7 punktów w skali Apgar dostała za tę lordozę lędźwiowo - krzyżową :) |
 |
To owłosione na jej prawym ramieniu to moja noga. Właśnie mnie naciąga. Takie widoki mam podczas rehabilitacji :) |